Chciałam Wam opowiedzieć historię powstania pewnej tkaniny, którą czasowo będzie można oglądać w Muzeum Narodowym Rolnictwa w Szreniawie koło Poznania. Jeśli wybierzecie się tam latem na zwiedzanie lub na jedną z tradycyjnych imprez plenerowych – na przykład na słynny jarmark, rodzinny festyn czy pełną magii Noc Świętojańską, które tak pięknie ożywiają ten teren – przy okazji możecie zwiedzić wystawę pokonkursową Poznańskiego Salonu „Robinsonada 2026”.
Wśród około stu wyjątkowych prac – obrazów, rzeźb, instalacji i unikatowych tkanin – wisi również moje dzieło, a dokładniej dwie części tryptyku tkaninowego zatytułowanego „Podróż powrotna”.

Agnieszka Kromolicka, Podróż powrotna – tryptyk tkaninowy prezentowany na wystawie „Robinsonada 2026” w Szreniawie
Co znaczy ten tytuł? Dla mnie to przede wszystkim powrót do natury, do pierwotnej struktury materiału i do czystego, naturalnego rzemiosła. Ta podróż ma jednak wymiar bardziej symboliczny niż dosłowny. To opowieść o głębokiej cykliczności, o nieustannej wędrówce od wiosny do zimy i z powrotem, która powtarza się w przyrodzie bez końca.
Już 13 czerwca wybieram się na oficjalny wernisaż i w kolejnym artykule opiszę moje subiektywne wrażenia z tego wydarzenia. Na razie jednak odsłonię przed Wami kulisy powstawania samej tkaniny od strony bardziej „technicznej”. Może widząc ją na żywo w przestrzeni muzealnej, będziecie mogli spojrzeć na nią z zupełnie innej strony – wiedząc, jaką drogę przeszła, zanim zawisła na ścianie.

Szkic koncepcyjny do tryptyku Podróż powrotna – ołówek, kredki i akwarela
Akt I: Wiosenne przebudzenie i ukryta jedność
Wszystko zaczęło się wiosną, od poszukiwania harmonii. Projekt narodził się w postaci trzech osobnych, geometrycznie identycznych paneli materiału. Początkowo nad każdym z nich pracowałam niezależnie, nanosząc pierwsze, delikatne ekoprinty przy użyciu liści oraz świeżych roślin wiosennych, które dopiero co obudziły się do życia.
Następnie postanowiłam tymczasowo zszyć wszystkie trzy fragmenty w jedną, większą całość. Tak połączoną tkaninę zanurzyłam w kąpieli barwierskiej z sumaka octowca w taki sposób, aby płyn równomiernie wsiąkał od dołu, nasycając brzegi.
Po wysuszeniu i rozpruciu szwów na powrót powstały trzy odrębne części. Choć fizycznie rozdzielone, zachowały niezwykłą iluzję ciągłości, połączone wspólną linią koloru.

Pierwsze odbitki botaniczne na tkaninie – początki procesu ekoprintu
Akt II: Próba czasu i żywiołów
Kolejne tygodnie przyniosły nowe warstwy, nowe tony i stopniowe oddawanie kontroli przyrodzie. Tkaniny regularnie trafiały do esencjonalnych kąpieli przygotowanych z tego, co przynosił ze sobą sezon: łupin orzecha włoskiego, leśnych szyszek olchy oraz wyrazistych owoców sumaka octowca. Materiał częściowo skręcałam, wiązałam i zaciskałam, celowo pozostawiając niektóre fragmenty zupełnie czyste, nienasycone pigmentem.
Później przyszedł czas na kolejny etap – wystawienie pracy na bezpośrednie działanie atmosfery. Panele na cały miesiąc zamieszkały w ogrodzie, zawieszone na drzewie.
Zostały w pełni poddane kaprysom aury: smagał je porywisty wiatr, obmywały ulewne deszcze i suszyło ostre, lipcowe słońce. W tym czasie tkanina stała się małym ekosystemem – wędrowały po niej mrówki i inne owady, a poczwarka ćmy uwiła w jej strukturze swój kokon, przepoczwarzyła się i odleciała. W tym okresie całkowicie zrezygnowałam z roli jedynego twórcy. To natura włączyła się w proces, malując na włóknach własne, neprzewidywalne i niemożliwe do podrobienia wzory.

Tkaniny w ogrodzie – kolaż dokumentujący proces barwienia, kontakt z naturą i kokon ćmy w strukturze włókien
Akt III: Ślady ziemi i erozja
Gdy tkanina nasyciła się już powietrzem, słońcem i deszczem, nadszedł czas na bliski kontakt z ziemią. Rozłożyłam panele bezpośrednio na zielonym trawniku i docisnęłam je ciężkimi, znalezionymi wokół domu przedmiotami z metalu.
Wilgoć porannej rosy, soki z traw oraz upływające dni sprawiły, że żelazo zaczęło wchodzić w intensywną reakcję z garbnikami zakodowanymi we włóknach. Powstająca powoli rdza wgryzała się w materiał, pozostawiając trwałe, surowe, ciemne ślady. Stały się one opowieścią o przemijaniu, upływie czasu i naturalnej erozji.

Proces erozji i rdzewienia – tkanina rozłożona na trawniku
Akt IV: Letnie dopełnienie
Ostatnia warstwa to powrót do delikatności i celebracja pełni sezonu. Na tak przygotowane, doświadczone przez żywioły i rdzę podłoże, naniosłam końcowe botaniczne odbitki.
Tym razem użyłam dojrzałych kwiatów lata i późnego lata. W ten sposób na surowej, naznaczonej czasem bazie zakwitły subtelne, barwne kształty, ostatecznie domykając opowieść o przechodzeniu od świeżości i rozkwitu, przez destrukcję, aż do ponownego odrodzenia.

Letnie kwiaty barwierskie zebrane w ogrodzie – składniki odbitek botanicznych
Do tworzenia tego tryptyku zaprosiłam naturę i to ona zrobiła sama lwią część roboty. Niesamowite było uczestniczyć w tym procesie i przyglądać się temu z boku, w jej spokojnym, niespiesznym rytmie.
Wystawa w Muzeum Narodowym Rolnictwa w Szreniawie potrwa przez całe lato, aż do końca sierpnia 2026 roku. Jeśli więc Wasze wakacyjne ścieżki poprowadzą w okolice Poznania, praca będzie tam czekać. Czy rozpoznasz na niej na przykład mrówcze ścieżki?




0 komentarzy