Dziś trudno w to uwierzyć, ale Pakoszów, który obecnie stanowi kameralną część karkonoskich Piechowic, w XVIII i XIX wieku był tętniącym życiem, kosmopolitycznym punktem na mapie Europy. Wszystko za sprawą unikalnego statusu tutejszego pałacu. Nie był on bowiem typową, wiejską rezydencją rodową magnaterii, lecz luksusowym, reprezentacyjnym „pałacem-bielarnią”.

Fot. Jacek Halicki / Wikimedia Commons / CC BY-SA 4.0
To właśnie ten niezwykły profil – unikalne połączenie najwyższej klasy rzemiosła lnianego z otwartym, artystyczno-intelektualnym salonem – przyciągał w te strony postacie z pierwszych stron ówczesnych kronik. Wizyty te, choć z pozoru niespodziewane, miały swoje głębokie uzasadnienie w rytmie, jakim żyła ta niezwykła dolina.
Goście z wielkiego świata
1. Król Prus Fryderyk II Wielki – gospodarz i twardy pragmatyk

Adolph Menzel, Koncert na flecie Fryderyka II, 1853 / Wikimedia Commons
Król Prus odwiedził pałac w Pakoszowie nie raz, a trzykrotnie: w latach 1759, 1777 i 1785. Trafił tu z bezpośredniego, osobistego zaproszenia ówczesnego właściciela majątku, Johanna Niklasa Hessa.
W połowie XVIII wieku zaproszenie monarchy przez człowieka bez tytułu szlacheckiego – zwykłego, choć bajecznie bogatego mieszczanina i kupca – uchodziło za gest niezwykle odważny, wręcz ocierający się o bezczelność. Hess miał jednak doskonałe wyczucie intencji władcy. Wiedział, że Fryderyk II, nazywany królem-filozofem, w kwestiach finansowych był przede wszystkim twardym pragmatykiem. Król obsesyjnie szukał metod na podniesienie zysków z nowo zdobytego Śląska i osobiście wizytował manufaktury, które mogły zasilić jego pusty po wojnach skarbiec.
Hess wysłał zaproszenie, kusząc króla perspektywą zobaczenia najnowocześniejszego i najbardziej dochodowego przedsiębiorstwa włókienniczego w regionie. Fryderyk Wielki, zamiast poczuć się urażony brakiem błękitnej krwi u gospodarza, dostrzegł w tym doskonały interes i zaproszenie przyjął.
Co ciekawe, król nocował w pałacu, a pobyty te miały charakter niemal strategiczny i były elementem ważnych negocjacji biznesowych. Dla tak znamienitego gościa rodzina Hessów zaaranżowała specjalny, reprezentacyjny apartament na piętrze, połączony z charakterystyczną, ośmioboczną wieżą (zwaną dziś Wieżą Delft lub Belwederem). Ściany tego salonu wyłożono ponad stoma unikalnymi, błękitno-białymi kaflami sprowadzonymi prosto z Holandii, z których każdy przedstawiał inny motyw – scenki rodzajowe, biblijne czy krajobrazy. Pokój urządzono tak, by król miał z okien widok na łąki, na których bielono len, oraz na kojącą panoramę Karkonoszy.
Nocowanie w domu kupca, a nie w pobliskich zamkach rodowej arystokracji, było ogromnym wyróżnieniem i dowodem na to, jak bardzo Fryderyk cenił pakoszowską manufakturę. Podczas tych pobytów król nie tylko odpoczywał, ale też biesiadował w tutejszej Sali Balowej, co gospodarze sprytnie wykorzystywali, by nad winem i pieczenią przypieczętować ulgi celne i wyjątkowe przywileje dla swojego „białego złota”. Dla kupców była to gra o najwyższą stawkę – to właśnie wtedy wynegocjowano specjalne glejty oraz tak zwany przywilej wodny (w 1777 roku), dający manufakturze wyłączne prawo do krystalicznie czystej wody z rzeki Kamiennej. To dla upamiętnienia wizyt pruskiego władcy jedna z wież pałacowych zyskała miano belwederu z Salą Kafelkową.
2. John Quincy Adams – dyplomatyczna dociekliwość
W 1800 roku w Pakoszowie pojawił się John Quincy Adams – wówczas jeszcze młody amerykański dyplomata i poseł w Berlinie, syn drugiego prezydenta USA i późniejszy szósty prezydent Stanów Zjednoczonych.
Adams odbył słynną podróż po Śląsku, którą opisał w wydanej później książce Letters on Silesia (Listy o Śląsku). Ameryka jako młode, dynamicznie rozwijające się państwo poszukiwała sprawdzonych wzorców przemysłowych, a śląski przemysł lniarski uchodził za najnowocześniejszy na świecie. Adams usłyszał o rewolucyjnych metodach wybielania i uszlachetniania tkanin w „Bielarni Hessa” i przybył tam jako dociekliwy obserwator, by na własne oczy zobaczyć technologię, która pozwalała zamieniać surowy len w luksusowy tiul. Był zachwycony nie tylko organizacją pracy, ale i poziomem życia oraz ogładą śląskich gospodarzy, którzy przyjęli go w swoich salonach z iście królewskimi honorami.
3. Friedrich Gottlieb Klopstock – romantyczne natchnienie
Na przełomie XVIII i XIX wieku, za czasów małżeństwa Heinricha i Erdmuthe Hess, pałac zamienił się w jeden z najważniejszych salonów literacko-filozoficznych w tej części Europy. Bywał tam między innymi Friedrich Gottlieb Klopstock – jeden z najważniejszych poetów niemieckiego oświecenia i prekursor romantyzmu.
W tamtej epoce panowała ogromna moda na ucieczkę od miejskiego zgiełku w stronę natury. Karkonosze i Kotlina Jeleniogórska stawały się mekką dla artystów poszukujących natchnienia w dzikich, górskich krajobrazach. Właściciele Pakoszowa – zamożni, wszechstronnie wykształceni i otwarci na świat – stworzyli w pałacu idealną bazę wypadową dla elity intelektualnej. Poeci i myśliciele mogli tu debatować o sztuce, popijając kawę w saloniku, a jednocześnie podziwiać z okien romantyczną panoramę z zamkiem Chojnik w tle.
4. Sebastian Carl Christoph Reinhardt – karkonoski malarz na etacie
W Pakoszowie regularnie pomieszkiwał i tworzył malarz pejzażysta Sebastian Carl Christoph Reinhardt.

Daniel Berger, Widok na Cieplice Śląskie-Zdrój (na podstawie obrazu S. C. C. Reinhardta), 1793 / Wikimedia Commons
Reinhardt był jednym z pierwszych artystów, którzy uczynili Karkonosze głównym tematem swojej twórczości. Rodzina Hessów stała się jego mecenasami. Malarz nie tylko znajdował w pałacu ciepłą gościnę, ale też uwieczniał na swoich płótnach piękno okolicznej przyrody oraz unikalne, codzienne sceny z życia bielarni – rozłożone na zielonych łąkach białe płachty lnu na tle surowych gór.
Pakoszów przyciągał te wszystkie osobistości, ponieważ oferował unikalny na tamte czasy miks: światowy kapitał, najnowocześniejszą technologię, luksusowe warunki bytowe oraz magnetyczne piękno karkonoskiej przyrody. Dla królów był to strategiczny punkt gospodarczy, dla dyplomatów lekcja nowoczesnego przemysłu, a dla artystów – oaza spokoju i natchnienia.
O kolejnych, intymnych losach samego majątku i rodowej klątwie możecie poczytać we wcześniejszym wpisie: Pałac Pakoszów – bielarnia i historia klątwy.
Czas wielkiej próby i powojenny upadek

Fot. Prym09 / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0
Świetność pałacu i regionu trwała niemal nieprzerwanie przez stulecia, aż do dramatycznych czasów drugiej wojny światowej. W lutym 1945 roku, w obliczu nadciągającej Armii Czerwonej, ostatnia właścicielka Ingrid von Schalscha (z domu Hess) musiała podjąć bolesną decyzję o ucieczce z Pakoszowa z niemowlęciem na ręku.
Choć pałac przetrwał same działania wojenne w 1945 roku w niemal nienaruszonym stanie (nawet żołnierze radzieccy przeszli przez wieś w takim tempie, że nie zdążyli wzniecić ognia), to prawdziwa katastrofa nadeszła wraz z powojennym dekretem o nacjonalizacji i zmianą granic.
Po przejęciu majątku przez państwo polskie, w pałacowych murach lokowano najróżniejsze, przypadkowe instytucje. Przez pewien czas działał tu dom dziecka, potem biura, a w końcu budynek zaczął służyć jako kwatery mieszkalne dla robotników i rodzin, które przyjechały ze Wschodu. Przepiękną, stumetrową salę balową – tę samą, w której biesiadował niegdyś król Prus – brutalnie podzielono cienkimi ściankami działowymi na mniejsze, ciasne pokoiki mieszkalne.
Największego spustoszenia dokonał jednak czas, gdy pałac przeszedł pod zarząd lokalnego Państwowego Gospodarstwa Rolnego (PGR). Wtedy parter budynku zamieniono w magazyny i pomieszczenia gospodarcze, a w dawnych, eleganckich wnętrzach urządzono dosłownie… chlew dla krów. Wilgoć, odchody zwierzęce, brak ogrzewania i nieszczelny dach sprawiły, że mury zaczęły gnić, a unikalny barokowy plafon na suficie pokrył się grzybem i zaczął odpadać płatami.
Gdy PGR-y upadły w latach 90., pałac został całkowicie porzucony i przez nikogo niestrzeżony. Stał się celem dla lokalnych wandali i szabrowników. To wtedy wyrwano z ościeżnic ostatnie zabytkowe drzwi, zerwano resztki drewnianych parkietów, wybito wszystkie szyby, a część przyległych budynków gospodarczych została podpalona.
Kiedy w 2004 roku rodzina Hartmanów weszła na teren dawnego majątku, zastała de facto spaloną, zarośniętą chaszczami skorupę bez dachu nad częścią pomieszczeń. To prawdziwy cud, że w tak ekstremalnych warunkach przetrwały oryginalne kafle w Błękitnej Wieży – prawdopodobnie tylko dlatego, że pokój ten był przez lata niedostępny lub zamurowany. Cała reszta dawnej świetności Pakoszowa została w drugiej połowie XX wieku obrócona w pył. Myślę, że ta bolesna część historii zasługuje na bardziej szczegółowy opis w jednym z kolejnych wpisów…
Śladami śląskiego lnu – co warto odwiedzić w okolicy?
Dziś, dzięki tytanicznej pracy nowych właścicieli, Pałac Pakoszów znów lśni dawnym blaskiem i można go zwiedzać. Jeśli jednak chcielibyście poczuć pełen kontekst historii śląskiego tkactwa oraz dawnych manufaktur lnu, w okolicach Kotliny Jeleniogórskiej i Karkonoszy znajdziecie unikalne miejsca, które pozwalają dotknąć dawnego rzemiosła:
-
Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze (ok. 35 km od Pakoszowa) – To najważniejsza i najbardziej merytoryczna placówka w regionie dedykowana tej tematyce. Kamienna Góra przez stulecia była potężnym, dolnośląskim centrum przemysłu lniarskiego.
-
Lniany Dom Towarowy w Łomnicy (ok. 20 km od Pakoszowa) – Miejsce idealne dla osób, które chcą poczuć bezpośredni, współczesny kontakt ze szlachetnym surowcem, jakim jest len, w pięknej, historycznej oprawie. Znajduje się na terenie Folwarku przy znanym Pałacu Łomnica.
-
Domy Tkaczy „Dwunastu Apostołów” w Chełmsku Śląskim (ok. 50 km od Pakoszowa) – Choć leżą nieco dalej, tuż przy granicy z Czechami, stanowią absolutną perłę drewnianej architektury, nierozerwalnie związaną z dolnośląskim lnem i losem dawnych rzemieślników. Zabytkowe chaty znajdziecie pod adresem: ul. Sudecka 17, 58-407 Chełmsko Śląskie.
Wszystkie te miejsca układają się w niezwykle logiczny, naturalny ciąg: od uprawy i tradycyjnego, ręcznego tkania w Chełmsku, przez wielki przemysł mechaniczny pokazywany w Kamiennej Górze, aż po luksusowe wykończenie, bielenie i wielki świat w korytarzach Pałacu Pakoszów.
Te lniane ścieżki kryją w sobie znacznie więcej tajemnic, dlatego do każdego z tych miejsc powrócimy w kolejnych artykułach. Pozdrowienia z pracowni.




Bardzo ciekawe historie, dziękuję za nie. Chętnie wybrałabym się w tamte strony.
Przyznam, że w samym Pakoszowie też jeszcze nie byłam – natknęłam się na tę historię już po odwiedzeniu tamtych stron, więc bardzo chętnie do nich wrócę. Za to byłam bardzo niedaleko Pakoszowa, w Kamiennej Górze w Muzeum Tkactwa. Szczerze powiem, że na tamten moment interesowało mnie samo muzeum głównie od strony technicznej. Ponieważ było to zwiedzanie z panią przewodnik, większą część jej opowieści zajęła właśnie historia okolic. Dzisiaj słuchałabym tego z dużo większą uwagą, ale wtedy bardzo spieszyło mi się, żeby zobaczyć krosna i wrzeciona. 🙂 Zresztą o wizycie w tym muzeum planuję zrobić kolejny wpis na blogu.